W pierwszych tygodniach nowego roku na polskich listach przebojów zdecydowanie dominują panie. Na pierwszym miejscu mocno trzyma się Rihanna, która udowadnia, że diamenty to nie tylko najlepszy przyjaciel kobiety, ale i materiał na muzycznego hita. A jeśli stoi za nimi taki melodyk jak Sia, to ja nie mam nic do dodania. Kolejne wydanie Rihanny, które kocham.
Na drugim miejscu najwyższa polska propozycja - sukces na niemal wszystkich polach - wysoko na listach przebojów, rekordy odtworzeń na Facebooku i liderka aircharts. Nie wiadomo tylko, czy za singlowymi sukcesami Eweliny Lisowskiej podąży sprzedaż jej debiutanckiego krążka, który wkrótce ma się ukazać. Jak wskazują przykłady Juli, Rafała Brzozowskiego czy Loki, hity singlowe nie generują wysokiej sprzedaży płyt.
Trzecie miejsce to pozytywna i słoneczna Imany, której sukcesu nie ma potrzeby komentować. Zasłużona pozycja.
Podobnie jak - jak już wiecie - moja ukochana Pink. Wciąż próbuje i ciągle w czubie. Cieszy, że doceniona na polskim rynku, ale może sęk tkwi w tym, poza świetną piosenką, że nasze pop-rockowe wokalistki wyraźnie dołują, grają w reklamach albo studiują.
Pierwszy mężczyzna na liście to nowe wcielenie Stinga z The Police, czyli Bruno Mars i "Locked out of heaven" Pisałam już, co czuję do tej piosenki. Nie będę się powtarzać.
Za oknem zima zła, a piosenka o letnim smutku trzyma się nieźle. Na szóstkę. Nie jest to moja ukochana piosenka Lany del Rey, ale w jej temacie znów jestem pod prąd - lubię dziewczynę i uważam, że wnosi na muzyczną scenę coś fajnego, choć jej występy live nie są jej mocną stroną. Wypada w nich jednak lepiej niż Tatiana Okupnik.
Na siódmym miejscu piosenka, którą znam najsłabiej z czołówki, choć Emeli Sande zrobiła na mnie ogromne wrażenie podczas ceremonii zamknięcia igrzysk. Bardziej wzruszył mnie chyba tylko Brian May i jego fenomenalna gitarowa solówka, a przy tym myśl, co by było, gdyby Freddie tu był.
Ósme miejsce to niekwestionowany przebój, choć wielu chciałoby, żeby tak nie było. Ja nie mam tej dziwnej spinki przy słuchaniu i wyrażaniu swojej opinii na temat kawałka Weekendu "Ona tańczy dla mnie" Muzycy, którzy wyrażają dezaprobatę i rozczarowanie polskim społeczeństwem, bo łyknęło taką nutę są dla mnie śmieszni tym bardziej, że nierzadko tworzą wcale nie ambitniejsze zonki. Disco Polo jakie jest, każdy wie. Weekend nie stara się wyjść poza ten nurt, udawać popowego zespołu. Większość naszych radiowych twórców chwytałoby podobny sukces niczym chytra baba z Radomia napój.
Dziewiątka, a może raczej "dziewiat", bo tu uplasował się Lemon i "Będę z Tobą" Szkoda, że ulegli radiowemu pressingowi i spłaszczyli ten kawałek, bo wersja koncertowa wywołuje ciary. Mimo to zasłużona pozycja i mam nadzieję, że to dopiero początek sukcesów tego zespołu. Głos Igora to jeden z moich aktualnie ukochanych męskich wokali - połączenie jazzowego tembru z mocnym grunge'owym wygarem.
Top 10 zamyka Lykke Li. Jakim cudem udało sie temu kawałkowi przedrzeć przez radiową komercję, pojęcia nie mam, ale cudownie, że takie rzeczy się jeszcze zdarzają. Uzależnia.
Co poza Top 10? Jak widać, Enej i Adele - dwa znaczące byty muzyczne. Poza tym, do ataku szykują się Justin Timberlake i David Bowie. A więc to może być rok pod znakiem męskiej muzyki. Oby.
